Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ♥ Główne opowiadanie ♥. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ♥ Główne opowiadanie ♥. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 marca 2014

♥ Rozdział IX ♥


- Auć… auć… auć! - syczałem z bólu, gdy przeturlałem się na łóżku. Podsumowując wcześniejsze wydarzenie - heichou nie miał litości, kiedy ktoś go wkurzył. Warto zapamiętać… - położyłem się na plecy. Ach… łóżko… Było takie miękkie i wygodne. Nie takie jak w celi… - westchnąłem, wpatrując się w sufit. Ciągle miałem w głowie to, jak pokłóciłem się z Mikasą. Nienawidzę tego, jak mnie traktuje. Myśli, że jest ode mnie lepsza… Nawet była pierwsza w naszej dziesiątce… Nie chcę, żeby patrzyła na mnie z góry. Jestem już prawie dorosły i nie potrzebuję niańki! Zostałem przyjęty to Oddziału Zwiadowców i czeka mnie wiele walk na śmierć i życie! Poza tym… jestem niebezpiecznym tytanem, który nad sobą nie panuje. Ja… nigdy nie chciałem nikogo skrzywdzić, ale dzisiaj jak spojrzałem na jej twarz… znowu zobaczyłem różową bliznę na bladym policzku. Dlaczego mnie broni? Nawet po tym, jak próbowałem… Nic już nie rozumiem... - nagle usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Oparłem się na łokciach i ujrzałem kobietę o miodowych włosach i oczach. - Och… Petra-san - podeszła do mnie ze szklanką wody i tabletkami w rękach.
- Weź je, Eren - wziąłem od niej białą pastylkę i szklankę. Następnie przyjąłem lek i go popiłem. - Lepiej ci? - zapytała, spoglądają na mnie opiekuńczo.
- Bywało gorzej… To nie pierwszy i podejrzewam, że nie ostatni raz kiedy kapral mnie sprał… - odrzekłem, na co lekko się uśmiechnęła.
- Powinieneś uważać, Eren. Kapral Levi się nie zastanawia. On po prostu działa. Nie zważa na ryzyko i konsekwencje. Taki już po prostu jest...
- Wiem. Zdążyłem już go trochę poznać - przytaknąłem.
- Po prostu nie chcę, abyś myślał o nim źle. Wiem, że czasem jest dla ciebie taki zimny i oschły, ale niedługo zacznie się traktować jak swojego. Tak jak nas. Tylko jesteś jeszcze bardzo młody...
- Nie prawda…! Ja…! - przerwałem jej. Spojrzała na mnie niepewnie. - Przepraszam… ja po prostu...
- Zły dzień. Rozumiem. Jak będziesz chciał pogadać, daj mi znać - uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Dziękuję… naprawdę… - szepnąłem. Kobieta wyszłam zostawiając mnie samego. Znów padłem na poduszki. Do bani…

„Co to jest… Eren?”

- Tsk… czemu akurat teraz? - westchnąłem. W głowie znowu widziałem scenę, kiedy opatruję rękę kaprala. Podziwiam jego oddanie. Jest cholernie silny i bardzo odważny. Zawsze udaje mu się iść na przód, pomimo straty. Chociaż ta jego oziębłość i sposób bycia… Traktuje mnie inaczej niż resztę oddziału… Jak głupiego, niedoświadczonego dzieciaka. Chciałbym, żeby widział we mnie kogoś innego. Dojrzalszego… Tylko w tym problem, że zawsze, kiedy jestem z kapralem… zachowuję się jak jakiś idiota. Denerwuje się, unikam jego wzroku i te moje policzki… Aaach! - przytuliłem do siebie poduszkę. Nie pojmuję tego. Dlaczego nie mogę być taki opanowany jak reszta? Dzisiaj to już w ogóle się zbłaźniłem! - przypomniałem sobie, jak Levi leżał pode mną wkurzony, a ja jedyne, co potrafiłem, to wpatrywać się w jego kobaltowe oczy. I ta jego tajemniczość… przyciąga mnie jak ćmę do ognia… Ciekawe czy jak będę za blisko… Spalę się żywcem…?
- Oy… Co ty tutaj robisz? - usłyszałem głos, należący do kaprala. Podniosłem się szybko.
- H-Heichou! - zdziwiłem się. Stał, opierając się nonszalancko o framugę. Moje serce zabiło mocniej, gdy spojrzałem na jego niewzruszoną twarz.
- Petra cię wołała i wołała, a ty sobie tutaj tak leżysz i lenisz się! - warknął.
- Przepraszam… Już do niej idę… - wstałem z łóżka i pospiesznie udałem się do drzwi, przy których stał ciemnowłosy. Nie patrząc na niego, chciałem szybko przejść obok i zdążyć, aby nie zauważył mojego zdenerwowania i rumieńców. Nie udało się. Levi chwycił mnie niespodziewanie za nadgarstek. Wiedziałem, że poczuł mój szybki puls. Uwolniłem dłoń z jego uścisku. Levi wpatrywał się we mnie podejrzliwie.
- Dobrze się czujesz? - NIE.
- Tak… wszystko ok - potwierdziłem.     
- Ach tak - powiedział, wciąż świdrując mnie wzrokiem. Przełknąłem ślinę. Po chwili kapral odsunął się dając mi miejsce do opuszczenia pokoju. Mam nadzieję, że nic nie zauważył… - modliłem się w duchu.

***

- Dziękujemy za posiłek! - uśmiechnął się do Petry Erd.
- Proszę bardzo! Eren, pomóż mi z herbatą, proszę - powiedziała kobieta. Wstałem i poszedłem z nią do kuchni. Przygotowaliśmy herbatę dla każdego. Teraz trzeba było je tylko zanieść do jadalni...
- Eren, zanieś tą kapralowi, a tą Auruo - poleciła mi. Kapralowi?! No nie…!
- J-Jasne - wziąłem powoli dwie filiżanki i poszedłem do jadalni. Stanąłem przy kapralu i położyłem przy nim herbatę. Czułem jego wzrok na sobie. - Dozo... - powiedziałem cicho.
- Dziękuję, Eren… - usłyszałem i poczułem jego chłodny oddech na policzku...
- Eren! Uważaj! - usłyszałem głos Gunthera. Za późno. Poczułem pieczenie gorąca na palcach drugiej ręki. Polałem się gorącą herbatą. Levi szybko przejął filiżankę zanim ją upuściłem i postawił ją na stole. Syknąłem z bólu. Moje palce były ciemnoróżowe i strasznie piekły.
- Eren, chodź ze mną. Musisz je zamoczyć w zimnej wodzie - rzekła Petra. Poszedłem za nią do kuchni. Po chwili pieczenie przeszło i wytarłem dłonie ręcznikiem. - Wszystko ok? Ostatnio dziwnie się zachowujesz...
- To nic. Naprawdę. Nie musi się pani martwić - upewniłem ją i wróciliśmy do stołu. Kiedy usiadłem, Levi znowu na mnie spojrzał znad swojej filiżanki. Jednak wtedy zacząłem unikać jego wzroku.
- … heichou… a co z dowódcą Erwinem? Planuje coś większego? - zapytał Gunther.
- Tak, opracowuje jakieś nowe plany… Na razie nie zdradzał szczegółów. Mówił jedynie, że ma to być za około miesiąc. Do tego czasu się nie wychylamy… Chodzi mi tu głównie o Jaegera - wszyscy spojrzeli znacząco na mnie. - Żadnych wygłupów, bo Militarna Policja cię zgarnie, jasne?
- H-Hai... - szepnąłem.
- A co z jutrzejszym patrolem po okolicy? - spytał Erd.
- Mam nadzieję, że się uda... - wpół zdania przerwał swoją wypowiedź. Zebrani spojrzeli na niego z wyczekiwaniem. - Nadchodzi…- szepnął. Spiąłem się. O co chodzi? A raczej... o kogo? - nagle usłyszeliśmy zbliżające się kroki. Ktoś szedł w stronę drzwi do jadalni. W pewnej chwili nastała szarpanina z zamkniętymi drzwiami. Petra je otworzyła i do jadalni weszła kobieta z brązowymi, związanymi włosami i okularami na nosie.
- Witajcie, oddziale Leviego! - przywitała się.
- Hanji-san? - zdziwiłem się.
- Czego chcesz, czterooka? - warknął Rivaille.
- Nie mogłam już wytrzymać!! Tak bardzo mi brakowało mojego pół-tytana! - zawołała i podeszła do mnie. - Eeeeeren! - chwyciła mnie za rękę.
- Tak…? - odparłem niepewnie.
- Chcę abyś pomógł mi jutro w badaniach. Co ty na to? - była strasznie podekscytowana.
- Tylko, że ja nie mogę za siebie odpowiadać. Musiałbym mieć zgodę...
- Levi! Eren może iść, nie?! - spojrzałem na kaprala, który miał zirytowany wyraz twarzy.
- Nie - warknął.
- LEVI!! - krzyknęła jeszcze głośniej i podeszła do niego. - Nie rób mi tego! Tak bardzo chcę zabrać ze sobą Erena!! Będę go pilnować! Plisss!! - prosiła. Czarnowłosy syknął i przeklął pod nosem.
- Już dobra! Tylko zamknij tą pieprzoną jadaczkę!! - wkurzył się.
- Juhuu! - zawołała ze szczęścia i podbiegła do mnie. - Eren! Nie mogę się doczekać jutra! Liczę na ciebie!
- Ale co ja będę robił? O jakie badania chodzi?
- Tsk… Cicho młody! Nie pytaj! - usłyszałem syk Auruo.
- He he he mogę ci opowiedzieć… - uśmiechnęła się szaleńczo. Po chwili wszyscy wyszli z jadalni, a ja sam zostałem z Hanji-san.
- Powiem ci wszystko o naszych badaniach, jeżeli zechcesz!
- Pewnie. Chętnie się dowiem o mojej drugiej drugiej naturze...
- Ach, Eren… czuję, że zostaniemy dobrymi przyjaciółmi! - westchnęła i zaczęła opowiadać o różnych badaniach i doświadczeniach z tytanami. Było to bardzo ciekawe i pouczające, ale nigdy nie zgadłbym, że będę o nich wysłuchiwał do samego świtu...



*****

Witajcie! ^^


Opowiadania ciąg dalszy! Cały czas mam dużo na głowie, ale nigdy nie zapominam o Was i myślę nad dalszymi losami naszych głównych bohaterów ;)


Joleen :*

sobota, 15 marca 2014

♥ Rozdział VIII ♥


Po posiłku cały oddział postanowił dokładnie rozejrzeć się po okolicy i trochę poćwiczyć przed jutrzejszym starciem. Wsiedliśmy na swoje rumaki i ruszyliśmy za kapralem. Zacząłem rozglądać się po lesie. Promienie słońca padały na liście, które aż się mieniły. Jechaliśmy w ciszy. Myślałem, że to dlatego, że jutro jedziemy poza mury i wszyscy są skupieni albo… wystraszeni.
- Petra, jedź z chłopakami na zachód. Przypomniało mi się coś ważnego… muszę jechać do miasta - rzekł niespodziewanie Levi.
- Och… Dlaczego? Coś się stało? - zapytała zdezorientowana.
- Tsk, zapomniałem o tym, że Erwin chciał ze mną omówić jakąś sprawę. Znowu coś wymyślił… - syknął. Wszyscy spojrzeli na ciemnowłosego.
- Ruszajcie - ponaglił. Wtedy reszta kiwnęła głową i zwróciła konie na zachód. Opuściłem lekko głowę i skierowałem się na lewo.
- Ty zostajesz, Jaeger - powiedział ostro. Spiąłem się i spojrzałem na kaprala. Serce dudniło mi w uszach, a czas jakby zatrzymał się w miejscu. Rivaille zwrócił się w moją stronę. Napotkałem jego kobaltowe, zimne oczy.
- Dobrze się czujesz? - zwrócił się do mnie.
- T-Tak. A o co chodzi? - bąknąłem. Levi patrzył na mnie jeszcze chwilę, a potem lekko westchnął i spojrzał na drogę.
- Ostatnio dziwnie się zachowujesz. Zwłaszcza, kiedy jestem w twoim zasięgu... - zaczął. Och nie… - pomyślałem, a moje policzki same zrobiły się gorące.
- ... nie musisz się mnie tak bać. Zaczyna mnie to wkurzać. Przecież nic Ci takiego nie zrobiłem. Tylko wtedy w sądzie... Masz jakąś traumę czy co? - Wkurzam go? Trauma…? O co mu chodzi?!
- N-Nie boję się kaprala. Mówiłem już, że wiedziałem, iż było to konieczne... - wytłumaczyłem spokojnie.
- Niech będzie… - rzekł znudzony i spojrzał przed siebie. - Eren, wyjątkowo pojedziesz do swoich kumpli-szczeniaków. Oni też wybierają się jutro na misję, więc pouczysz się z nimi.
- Dobrze - odpowiedziałem i zwróciłem się na wschód, w stronę zamku.
- Zaprowadzę Cię tam. Muszę mieć na Ciebie oko - dodał.
- Bo kapral nie może mi zaufać… - powiedziałem moją myśl na głos. Ciemnowłosy był lekko zdziwiony i patrzył przez chwilę na mnie, a po chwili rzekł:
- W rzeczy samej.

***

- Levi heichou! - zawołał generał Jackson. Kapral zsiadł z konia i podszedł do starszego mężczyzny z zarostem i ciemnymi włosami, aby podać mu dłoń. Byłem na tyle daleko, że nie słyszałem, o czym rozmawiali. Zsiadłem z konia i pogłaskałem jego grzywę. Czułem ulgę. Chciałem zobaczyć moich przyjaciół i przemyśleć wszystko na trzeźwo.
- Eeeren! - nagle zobaczyłam chłopaka o błękitnych oczach z blond włosami.
- Armin! Hej! - przywitałem się, a w moim sercu poczułem ciepło i radość.
- Co u ciebie? Wszystko ok? Jak ci idzie z oddziałem i kapralem? - dopytywał.
- Wszystko w porządku. Oddział już się ze mną oswoił. Kapral… trochę też - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Eren! - znajoma czarnowłosa podeszła do nas.
- Hej, co słychać? - uśmiechnąłem się do niej. Dziewczyna przypatrywała się mi z troską.
- Jak sobie radzisz? Schudłeś... - zauważyła.
- Przestań gadać jak moja matka - warknąłem. - Poza tym, nie widzieliśmy się tylko jeden dzień!
- Aaa… słyszałem, że kapral strasznie wymęcza was tym sprzątaniem i w ogóle… - chciał załagodzić atmosferę.
- Taaa… Ale można do tego przywyknąć… - spojrzałem kątem oka w stronę Rivaille. Właśnie żegnał się z generałem, który miał nadzieję na dłuższą rozmowę. Niestety Levi nie za bardzo i oddalił się ze swoim czarnym rumakiem.
- Tsk… co ten krasnolud tam robi... - warknęła przez zęby Mikasa. Spojrzałem na nią. Znowu miała ten wzrok nienawiści w oczach. Wystarczyłaby chwila i mogłaby się rzucić na Leviego.
- Heichou mnie tu zgarnął. Mam dziś z wami poćwiczyć, bo sam jedzie do miasta... - wytłumaczyłem.
- To dlaczego nie jesteś razem z oddziałem? - zapytał błękitnooki.
- Nie mam bladego pojęcia - szepnąłem i spojrzałem jeszcze raz na kaprala, który właśnie odjeżdżał galopem w stronę lasu. Nie wiedziałem, co myśleć. Nic nie trzymało się kupy.
- Nienawidzę tego dupka... nawet jeżeli robi wiele dla ludzkości... - warknęła czarnowłosa.
- Mikasa! Właśnie dlatego powinnaś być mu wdzięczna! On nas wszystkich uratował! A ty wypominasz mu coś, co zrobił, bo musiał…! - Jak może tak o nim mówić?! On przecież… przecież…!
- To nie zmienia faktu, że cię skrzywdził! Zrobił to z premedytacją! Pieprzony sadysta! Ciągle robi ci krzywdę! Aż boje się pomyśleć co…!
- Dosyć tego! Nienawidzę tego, jak mnie tak traktujesz! Wiesz kto mnie najbardziej skrzywdził? Tytany! - podniosłem głos. Mikasa spojrzała na mnie smutno. Nic już nie odpowiedziała.
- Eren... - szepnął jasnowłosy. Cały aż się gotowałem. Odszedłem szybkim krokiem w stronę innych, którzy zaczęli już ćwiczenia.

***

- No dobra. Koniec na dzisiaj. Zabierajcie rzeczy i wracamy! - zawołał generał. Chciałem pobyć sam, więc szybko się zmyłem, nie zwracając niczyjej uwagi. Pojechałem na polanę niedaleko zamku zwiadowców. Przywiązałem konia przy strumyku, żeby mógł się napić wody, a ja sam położyłem się na zielonej trawie pod drzewem.
- Wkurzające… - szepnąłem sam do siebie i zasłoniłem oczy ręką. Od rana coś było ze mną nie tak. Ten sen o matce, potem ta kłótnia z Mikasą… a teraz leżę na trawie ukrywając się przed wszystkim i wszystkimi... Kaasan… co się ze mną dzieje? Dlaczego wszystko nie idzie tak jak powinno? Dlaczego… zawsze zostaje sam…? - po moich policzkach spłynęły pierwsze łzy. Wszystko zwaliło się na mnie w jednej chwili. Tytani, zwiadowcy, sąd, koszmary, kapral, kłótnie… Czy nie mogło by być tak jak kiedyś? Ale czy wtedy poznałbym Leviego? - przypomniałem sobie jego kobaltowe oczy i anielski wyraz twarzy z dzisiejszego ranka. - Kso... - mruknąłem. Czemu akurat teraz o nim myślę?

***

Pomścij... Pomścij nas! EREN! Zabij tytany! Zrób to! - słyszałem głosy, krzyki. Obejrzałem się za siebie. Zobaczyłem moją matkę, ojca, Thomasa i chłopaka o ciemnych włosach i piegowatej twarzy.
- M-Marco? - zdziwiłem się.
- Eren! Ale on jest tytanem! Naszym wrogiem! - zawołał blondyn do reszty.
- C-Co? To nie tak! - zawołałem.
- Co takiego?! Eren! To prawda?! - spojrzała na mnie przerażona matka.
- Nie! Wszystko ci wytłumaczę! Mamo! - krzyczałem. Kobieta zadrżała i wskazała na mnie palcem.
- P-Potwór! Nie zbliżaj się do nas!! - wrzasnęła.
- Mamo! - w piersi poczułem narastający ból. Nagle Marco i Thomas zmienili się w jakieś dziwne potwory i rzucili się na mnie. Zaczęli wbijać ostre i długie kły oraz pazury w moje ciało. - Nie! Mamo! Proszę! - wołałem, ale ona tylko krzyczała „potwór, potwór!!” - Kaasan!! - krzyknąłem po raz ostatni i poczułem jak ich zęby zatopiły się jeszcze głębiej… Wtedy pojawiła się postać, która pozabijała te stwory jednych ruchem. Spojrzałem półprzytomnie w górę. Nie poznałem go, bo stał odwrócony tyłem i miał ubrany kaptur, ale po chwili ujrzałem jego twarz i wszystko stało się jasne...
- Levi heichou... - wyszeptałem zdziwiony.
- Czemu jesteś zdziwiony? Przecież zawsze ratuje ci skórę… - mruknął.
- No tak... - schyliłem głowę. Zobaczyłem krwawą ranę na jego ręce. - Jesteś ranny!- zawołałem i podszedłem do niego.
- To nic takiego...
- Usiądź! Musimy to zdezynfekować! - Levi spoczął tuż przy mnie. Jesteśmy chyba przy zamku… na polanie… tam gdzie zasnąłem… - coś mi świtało. Obwiązałem jego ranę bandażem.
- Dziękuję, że zawsze mnie ratujesz… Więc daj mi się czasem zrewanżować - szepnąłem. Kiedy skończyłem, spojrzałem mu w twarz.
- Eren… Co to jest? - zapytał w pewnej chwili, kładąc swoją dłoń na mojej lewej piersi. Poczułem jak serce szybko mi bije. Moje policzki się rozgrzały.
- Emm no… tego… - mruczałem pod nosem.
- A co to jest? - wierzchem dłoni dotknął mojego prawego policzka. Odsunąłem lekko jego dłoń.
- He-Heichou… - kapral spojrzał mi w oczy, w których utonąłem i zbliżył swoją twarz do mojej. Moje powieki samoistnie się zamknęły. Czekałem niecierpliwie aż jego wargi dotkną moich…

***

- Eren! Oy! Co ty wyprawiasz?! - usłyszałem ostre wołanie. Uchyliłem zamknięte powieki i ujrzałem twarz ciemnowłosego. Czy to sen czy jawa? - pomyślałem, mrugając. - Eren… zejdź ze mnie w końcu! - warknął wkurzony Levi. Okazało się, że przez sen powaliłem kaprala na ziemię i przygniotłem go swoim ciałem.
- L-Levi heichou?! - zawołałem skołowany i przeturlałem się na bok. Następnie schowałem twarz w dłoniach. CO. ZA. WSTYD!! - Krzyczałem w myślach. Co teraz? Opuściłem dłonie i zza palców obserwowałem jak otrzepywał ubranie od piachu. Co mam teraz zrobić…?
- Oy... - obróciłem się na plecy. Kapral stanął przy mnie i wbił swój but w ziemię (jakieś trzy centymetry od mojej twarzy). Zadrżałem ze strachu. Levi powoli pochylił się nade mną. - Już dawno nie było żadnej lekcji dyscypliny, czyż nie? - wypowiedział słowa pełen jadu i chłodu. Boże... umrę!



*****

Ohayo~


Wrzucam kolejny rozdział po dłuższej przerwie. Wybaczcie, że to tak długo trwało, ale miałam wiele spraw na głowie i nie było czasu na przepisanie i wstawienie. Za to rozdział jest dość długi, co nie? ^^


Joleen :*

niedziela, 23 lutego 2014

♥ Rozdział VII ♥


Jasne promienie słońca wpadały przez okna oświetlając dużą i uporządkowaną komnatę. Obudziłem się w dość dziwnej pozycji, opierając się o biurko. Przez całą noc spałem, siedząc przy biurku…? - nagle wydałem syk, wywołany bólem kręgosłupa. Przetarłem zaspane oczy.
- Gdzie ja...? - mruknąłem i rozejrzałem się po pokoju. Komnata była sporych rozmiarów z osobną łazienką. Było tam niezwykle zadbanie i przejrzyście. Sufit i ściany były koloru kremowego, a podłoga wyłożona ciemnymi panelami. Trzy duże okna osłaniały piękne, bordowe zasłony. Mebli nie było sporo. Drewniana komoda, biurko z krzesłem, skórzany fotel, regał na książki i… królewskie łoże. Nigdy jeszcze nie widziałem tak niesamowitego łóżka. Wydawało się delikatne i kuszące… Zdobne, drewniane wykończenia, niebiańska, miękka pościel, a dwie poduszki i kołdra aż lśniły nieskazitelną bielą. To musi być łóżko kaprala… Moment. Spał tutaj, to jego pokój… A ja… Ja spałem tutaj całą noc?! - spojrzałem na koc, który zsunął się z krzesła. Podniosłem go i złożyłem w kostkę. Czyżby…? - ścisnąłem lekko materiał w dłoniach. W tym samym momencie usłyszałem, że drzwi od łazienki się otwierają. Ujrzałem Rivaille. Miał na sobie rozpiętą, białą koszulę i ciemne spodnie. Wycierał kruczoczarne włosy białym ręcznikiem, przewieszonym przez ramiona. Ten widok zwalił mnie z nóg. Dobrze, że siedziałem... Wyglądał tak niesamowicie. Niczym anioł… Światło padało na jego porcelanową skórę, mięśnie brzucha… Moje serce szalało, a policzki się zaróżowiły. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Levi zamknął drzwi od łazienki i spojrzał wprost na mnie.
- Eee… Etto… Levi heichou… ja - zacząłem bełkotać. Chciałem się wytłumaczyć i przeprosić, ale litery nie układały się w żadne, logiczne słowa...
- Myślałem, że będziesz tak spał góra godzinę, a obudziłeś się dopiero teraz - parsknął. Bawiło go to, czyli... nie był zły.
- J-Ja bardzo przepraszam! Oczy same mi się wczoraj zamykały i... Przysięgam, że to się nigdy nie powtórzy…! - nie chciałem żeby był zły. Nie chciałem kolejnej kary. Ja tylko... Zamarłem, kiedy spojrzałem w twarz kaprala. Nie patrzył na mnie tak zimno jak zawsze. Jego rysy twarzy były takie spokojne i jeszcze te kobaltowe oczy, które czarowały mnie jeszcze bardziej...
- Nic się nie stało, Eren. Odwaliłeś wczoraj kawał dobrej roboty. Byłeś po prostu zmęczony - kapral jest aniołem... Taki dobry... i piękny... - Eren? Coś ci jest? - zapytał, unosząc brew.
- N-Nie, to nic. Ja… ja już pójdę… - bąknąłem zawstydzony i skierowałem się ku wyjściu. Zatrzymałem się przy mężczyźnie i oddałem mu koc. - Dziękuję… - szepnąłem, a nasze spojrzenia znowu się spotkały. Moje serce zaraz eksploduje… - ruszyłem pospiesznie do drzwi. Kiedy wyszedłem, oparłem się o zimną ścianę. Moje nogi całe się trzęsły. Nie wiedziałem, czy to ze strachu… czy może z jakiegoś innego powodu. Przysunąłem palce do ust i nabrałem kilka oddechów. Coś jest ze mną nie tak… Ale kapral naprawdę jest niesamowity… Znowu był dla mnie miły… Ach… moje serce… - złapałem się za koszulę. Darzę go ogromnym szacunkiem i traktuję jako wzór, ale kiedy jesteśmy sami… widzę wiele jego twarzy. Tak się z tego cieszę… Chcę móc bardziej go poznać… Dzisiaj zobaczyłem jego drugą stronę… a może ma tylko dobry dzień dla zwierząt…? Sam nie wiem… ale cieszę się… - uśmiechnąłem się. Muszę iść się ogarnąć, bo zaraz śniadanie…

***

Wytarłem włosy ręcznikiem i zawiesiłem go na krzesło. Nie tak miało to wyglądać… - westchnąłem. Gdy rano się obudziłem i zobaczyłem tego smarkacza, który wciąż spał opierając się o biurko... byłem naprawdę poirytowany. Ileż on może spać?! - wkurzyłem się, ale kiedy poszedłem pod prysznic i użyłem tych pachnących płynów... od razu polepszył mi się humor. Tak bardzo kochałem prysznice i kąpiele... Czułem jak moje ciało (i ja sam) cieszyło się z przyjemności, jaką dają mydliny i woda. Kiedy wyszedłem, on był już na nogach i rozglądał się po pokoju. Spojrzał na mnie i przypomniało mi się, jak wczoraj go dotknąłem. Dlaczego to zrobiłem? - rozmyślałem, a on paplał jakieś bzdury, szukając języka w gębie. Wpatrywałem się w tą różową buźkę, szmaragdowe oczy... Czułem współczucie i troskę… o tego szczeniaka! Kto by pomyślał… - ubrałem się i zacząłem zakładać buty. Jutro patrol… Dokończymy dziś sprzątanie i poćwiczymy przed misją… - układałem w głowie plan. Zlikwiduję kilka tytanów… co przyczyni się dla ludzkości… tej samej, nędznej i tchórzliwej ludzkości… ale robię to także dla Was, bo wiem, że patrzycie na mnie z góry… - podszedłem do regału na książki i wyjąłem z jednej z nich czaro-białe zdjęcie.
- Robię to również dla ciebie... - szepnąłem i odłożyłem mój skarb na miejsce, po czym skierowałem się do jadalni.



*****

Witajcie~


Zgodnie z obietnicą dodaję rozdział po tygodniu męki w szkole... Eren coraz bardziej myśli o Levim i na odwrót ;) Ostatnio zaczęłam pisać kolejne rozdziały w moim zeszycie, bo dotychczas dodawałam te, które były już dawno napisane. Teraz piszę rozdział 10 i mam pewien dylemat :-/ Otóż, mogę trzymać się anime, czyli jechać planem wydarzeń albo stworzyć własny. Na razie piszę 10 rozdział, opierający się na anime, ale jakoś mi nie idzie, bo przecież każdy już widział te sceny… Jeżeli chcecie mi coś doradzić to będę super wdzięczna :D


Joleen :*

sobota, 15 lutego 2014

♥ Rozdział VI ♥


Do rana prawie nie zmrużyłem oka. Ciągle myślałem o moim koszmarze. Nigdy nie uwolnię się od przeszłości, póki nie pomszczę mojej matki i wielu innych żołnierzy, którzy umarli za to, że chcieli coś zmienić w tym okropnym świecie. Gdy próbowałem zasnąć, ciągle widziałem przed oczami obrazy albo słyszałem przeraźliwe krzyki. Nie mogłem nad tym zapanować… Kiedy słońce wzeszło i oświetliło celę, byłem już całkiem podminowany. Smród i unosząca się w powietrzu stęchlizna drapała mnie w gardło. Zakaszlałem i podniosłem się na łokciach. Przed oczami widziałem czarne kropki. Może mam jakieś halucynacje?
- Obudziłeś się? - usłyszałem głos kaprala. Podniosłem na niego wzrok. Nawet go nie zauważyłem… - Idziemy. Masz robotę do wykonania - rozkazał, ponaglając mnie. Szybko wstałem i podszedłem do drzwi od celi. Zamknięta... Spojrzałem na twarz Leviego. - Najpierw pościelisz łóżko - warknął. Zamrugałem kilkakrotnie.
- T-Tak, sir - szepnąłem, a gdy się odwróciłem, przewróciłem oczami. Co za PEDANT! - pomyślałem i zacząłem układać koce na niewygodnym łóżku. Kiedy skończyłem, powróciłem do, tym razem, otwartych drzwi.
- Mogę zadać pytanie? - zapytałem, kiedy kapral schował klucze do kieszeni.
- Byle sensowne - prychnął
- Kiedy wyruszamy na kolejną misję? - Rivaille zwrócił wzrok z kłódki na mnie.
- Za dwa dni - odpowiedział poważnie. Skinąłem lekko, a w moi sercu zapłonął ogień determinacji..

***

Co ten szczeniak znowu wymyśla? - pomyślałem przy stole, popijając swoją ulubioną herbatę. Od samego rana coś mi tu nie pasowało, ale wtedy gdy zobaczyłem „to” w jego oczach… To, co sam czułem dziesięć lat temu… To, o czym myślałem dnie i noce… bezustannie… ZEMSTA. Nigdy bym się nie spodziewał u Erena tego rodzaju wzroku… Chłopak miał zaledwie szesnaście lat... - rozmyślałem w ciszy. Spojrzałem na siedzącego dalej Jaegera. Powoli łamał kawałek chleba i wkładał do ust. Miał zamyślony i zmartwiony wyraz twarzy. Mój wzrok wychwycił także te ciemne cienie pod oczami. Nic się nie dziwię, że wygląda na zmęczonego. W takich warunkach… ale to jest Tytan! Musi znać swoje miejsce! - spojrzałem na moich ludzi. Auruo znowu paplał jakieś brednie, a Petra karciła go wzrokiem. Erd i Gunther jedli w ciszy wymieniając spojrzenia: „zaraz mu przywalę!”. Mój wybrany oddział, moi ludzie za których oddałbym wiele… bardzo wiele… - tu znów spojrzałem na Jaegera -… no i Eren Jaeger. Chłopak o wielkiej mocy, której nie potrafi opanować za grosz. Po sekundzie nasze spojrzenia się skrzyżowały. Tym razem szybko przeniósł wzrok na podłogę, a potem znów na jedzenie. O co mu chodziło? Aż tak się boi? Och… może i lepiej gdyby tak było…
- … kapral jak zawsze pozbył się ich wszystkich i… - opowiadał Auruo.
- Auruo, przestań paplać i kończ jedzenie! Dziś mamy dużo roboty! Trzeba wysprzątać wnętrze zamku i dziedziniec! - skarciłem go.
- Wybacz, Heichou! - przeprosił i zaczął jeść. Zobaczyłem niewinny uśmiech Petry. Tsk… Petra, co znowu? Dlaczego tak ślicznie się do mnie uśmiechasz? Nic tym nie zyskasz… oprócz mojej skruchy.
- Spotkamy się za piętnaście minut na dziedzińcu. Ubierzcie rzeczy do sprzątania, nie chcę nikogo widzieć w pelerynie albo mundurze…. Będzie dużo do prania... - ugryzłem się w język. Moja obawa przed brudem… czasem jest większa ode mnie. Nic na to nie poradzę - wstałem i odniosłem do kuchni swój talerz. Później poszedłem się przebrać. Po piętnastu minutach wszyscy czekali w umówionym miejscu. - Petra i Erd zajmą się pierwszym piętrem, Auruo i Gunther drugim, a Jaeger... - spojrzałem znacząco na chłopaka. - Jeager, odbędziesz dziś swoją karę. Oprócz sprzątania dostaniesz wiele innych zadań… - Eren przełknął ślinę i wpatrywał się we mnie tymi dużymi, szmaragdowymi oczętami. - Sam tego dopilnuje, bo będę sprzątał na tym samym piętrze - dopowiedziałem ostro. Kątem oka zobaczyłem, że Erd położył młodemu dłoń na ramieniu i uśmiechnął się współczująco. Wszyscy rozeszli się do swoich zajęć.

***

Eren do cholery! Co to ma być?! Tutaj nawet nie jest posprzątane!

Do diabła…! Jaeger!! Co ty robisz?!

Patrz pod nogi, ośle!!!

Masz dwie lewe ręce i nogi, czy co?!!

Eren! Szybciej! Masz jeszcze cztery pokoje, a już południe!

FINAŁ:
Nie zjesz nic dopóki nie posprzątasz!!


Godzina 20:40

Jako ostatnie zadanie od kaprala dzisiejszego dnia było poustawianie książek i odkurzeniu ich z kurzu na jego biurku. W tym czasie reszta oddziału, która już skończyła (i miała zakaz pomagania mi w jakikolwiek sposób) spożywała posiłek razem z kapralem w jadalni. Chciałem dobrze wykonać swoje zadania, żeby Levi był ze mnie dumny. Nawet wpadłem na pomył, żeby poukładać książki alfabetycznie, ale niektóre z literek wydawały się być potrójne bądź nie odróżniałem „p” od „q” czy „a” od „o”. Dobrze, że przynajmniej siedzę… - pocieszyłem się w myślach. Ziewnąłem cicho i dalej ustawiałem książki. Wtedy usłyszałem cichy szept„połóż się… tylko na minutkę… kapral je teraz kolację… nikt nie zobaczy… odpocznij, tak długo pracujesz…”. Nie musiałem długo się zastanawiać. Powieki same się zamknęły, a ja położyłem ręce na biurko i oparłem o nie głowę. Poczułem jak senność ogarnia moje ciało i umył…

Chwilę później (oczami kaprala)

- Skończyłeś już, ty ludzki… - wszedłem do pokoju i nagle spostrzegłem śpiącego Erena. Co on sobie do cholery myśli?! Ja mu zaraz… - pomyślałem i szybkim krokiem zbliżyłem się do bruneta. Do mojej głowy wpadł pewien pomysł jak go tu obudzić… ale wtedy spojrzałem na jego twarz. Miał podkrążone oczy, na które padały brązowe kosmyki jego grzywki, a długie rzęsy powodowały lekki cień na policzki. Oddychał równomiernie i spokojnie. W pewnej chwili zacisnął mocniej powieki. Jego wargi się rozchyliły i zaczęły się poruszać. Szeptał coś… Przysunąłem ucho do jego warg i nasłuchiwałem.
- … mmm… sprzątać… ymmh… pokój… kapralu… szczotki…! - bredził przez sen. Westchnąłem cicho. Mówił przez sen o sprzątaniu, co za dzieciak… - na moją twarz wkradł się niezauważalny uśmieszek. -… Kaasan… - usłyszałem nagle. Otworzyłem szeroko oczy. Eren trząsł się lekko i miał zmarszczone brwi. Wyglądało na to, że męczył go jakiś koszmar. Przyłożyłem dłoń do jego czoła. Kosmyki brązowych włosów opadły na wierzch mojej ręki. Były bardzo miękkie i delikatne… tak jak jego ciepła skóra. Zdziwił mnie fakt, że po tym jak to zrobiłem… natychmiastowo się uspokoił. Odsunąłem się od niego i poszedłem po koc, leżący na fotelu. Przykryłem nim jego ramiona. Usłyszałem ni to westchnienie, ni to pomruk. Stałem przy nim przez pewien czas, wpatrując się w smacznie śpiącego młodzieńca. Głupi dzieciak... 



*****

To znowu ja! ;)


Trochę zamieszałam z tą narracją, wiem xd To straszne, ale to mój ostatni weekend wolnego i zaczynam znowu szkołę . Niestety, tak bywa w tym okrutnym świecie...


Joleen :*

środa, 12 lutego 2014

♥ Rozdział V ♥


Wszedłem po schodach na wyższe piętro, gdzie znajdowały się pokoje sypialne. Problem w tym, że nie miałem bladego pojęcia, który pokój jest kaprala ani czy to na pewno to piętro... Potarłem twarz i przejechałem wzrokiem po wszystkich drzwiach. Nawet przeszedłem się przez cały hall. No nic, muszę poprosić Petrę o pomoc… - pomyślałem i zacząłem już schodzić po pierwszych stopniach schodów.
- A ty gdzie się wybierasz, żółtodziobie? - usłyszałem za sobą głos Rivaille. Zwróciłem się w jego stronę. Stał w pozycji z jedną ręką na biodrze. Miał na sobie jedynie białą koszulę, czarne spodnie i te same buty, co ubierał do munduru. Przy świetle świec jego poświata była niezwykle tajemnicza i czarująca… Kapral lekko zmarszczył brwi. - Masz dla siebie jakąś pościel? - nie odpowiadałem przez chwilę, tyko wpatrywałem się w niego. Idioto! Obudź się!
- Nie, sir… - bąknąłem w końcu. Kiedy patrzę na kaprala… coś dziwnego się ze mną dzieje. Z jednej strony czuję strach, ale z drugiej… pragnę spędzać z nim czas i dowiedzieć się o nim więcej...
-Trzymaj - usłyszałem niespodziewanie. Levi znajdował się tuż obok z białą, puchową poduszką oraz kocem w rękach. - Za mną - zeszliśmy na sam dół, gdzie znajdowały się piwnice. Poczułem chłód, owiewający moje ramiona. Przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze. Było tam o wiele zimniej niż na górze oraz unosił się dziwny zapach...
Kapral, idąc zapalał przymocowane do ścian pochodnie. Nie wiedziałem czy wolałbym, żeby było zapalone światło i patrzeć na otaczające mnie mury, czy żebym zagubił się w otaczających ciemnościach i smrodzie. Przeszliśmy jeszcze kawałek i wtedy Levi przystanął. Spojrzałem na celę, której się przyglądał. - To tu. Wchodź - nakazał. Powoli stawiałem kolejne kroki pełne obawy i niechęci. Kapral zmarszczył brwi oraz złapał mnie za ramię i popchnął do środka. Gdy się obejrzałem, Rivaille zamknął drzwi celi z cichym piskiem. Po tym wyjął klucze z kieszeni spodni i przekręcił zamek.
- Zamyka mnie kapral?! - spanikowałem.
- Chyba nie sądziłeś, że zostawię cię tu z otwartymi drzwiami… - zadrwił.
- Proszę, nie! -Levi spojrzał mi w oczy.
- Nie ufam ci. Tym bardziej, że ostatnio zawiodłem się na tobie za kłamstwa. Odbędziesz swoją karę - dodał ostro. Poczułem ból w piersi. „Nie ufam ci”, to samo powiedział, kiedy byłem kilka dni przed rozprawą... Rivaille zapewniał Erwina o tym, że to on się mnie podejmie i zabije gdy coś pójdzie nie tak. A po rozprawie straciłem prawo głosu, byłem całkowicie podporządkowany jemu. - Idź spać. Jutro czeka cię pracowity dzień... - rzekł tajemniczo i odszedł. Rozłożyłem poduszkę i koce na łóżku i rozejrzałem się po wnętrzu. Było w nim tylko łóżko i okno zabezpieczone kratami. Po prostu luksus… - zadrwiłem i położyłem się, po czym usłyszałem skrzypnięcie. Wyjrzałem przez okno. Ujrzałem ciemno granatowe niebo i księżyc w pełni. Przypomniały mi się szczęśliwe chwile z rodziną i moją matką. Poczułem się senny i chwilę później zasnąłem.

***

Kiedy otworzyłem oczy. Znowu byłem dziesięcioletnim chłopcem. Tak, jakbym się cofnął w czasie. Czarną pustkę wypełnił obraz mojego starego domu w Shiganshinie. Moje serce zabiło mocniej. Mój dom! Mój dom nie jest zniszczony! A jeśli… - pomyślałem, a iskra nadziei wkradła się do mojego umysłu i serca. Szybko zerwałem się biegiem do środka. Gdy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazał się istny raj. Widziałem moją matkę, która razem z małą Mikasą przygotowywały obiad oraz siedzącego przy stole ojca. W moim sercu nagromadziło się tyle uczuć opisujących niezmierzone szczęście i ulgę. Oni żyją… Są tu… i ja też!
- Kaasan! - zawołałem, ale z moich ust wyszedł jedynie szept. Matka odwróciła się w moją stronę. Ujrzałem jej dobrą twarz, ciemne oczy i włosy związane z boku. To ona…!
- Eren… - szepnęła i uśmiechnęła się do mnie. Łzy napłynęły mi do oczu. Matka wyciągnęła do mnie ręce. Zadrżałem i zacząłem do niej biec. Biegłem z całych sił, ale nie mogłem się poruszyć więcej niż jeden centymetr. To było bardzo frustrujące. Tak bardzo chciałem przytulić moją mamę, poczuć jak głaszcze mnie po głowie i wypowiada moje imię... Wtulić się w jej ciało i opiekować się nią już zawsze, ale... nie mogłem się ruszyć. Mina kobiety zmieniła się na zatroskaną.
- E-Eren… Chodź do mnie… - była zdezorientowana.
- Mamo! Mamo! Ja… nie mogę… nie mogę się ruszyć…! - wołałem zdenerwowany. Spojrzałem w jej oczy. Zaczęła do mnie podchodzi… i wtedy, stało się. Mój dom zapadł się sekundę później. Coś dużego przygniotło moje ciało i upadłem. Kiedy spojrzałem w górę, zobaczyłem to, co pięć lat temu. Ten sam tytan podnosił moją matkę, a ona próbowała się wyrwać. Znowu miałem piętnaście la. Zobaczyłem, że mam swoje miecze do trójwymiarowego manewru. Wyjąłem je i rzuciłem się na tytana.
- ZOSTAW JĄ!! - wydarłem się, ale on nie zwracał na mnie uwagi. Przysunął ciało kobiety do ust i przeraźliwie się uśmiechnął, gdy ją pożarł. - NIEEE!! - Mogłem ją uratować! Znowu to samo! Zabiję go! Zabiję ich wszystkich! Co do jednego tytana!

***

Obudziłem się nagle i wziąłem kilka szybkich wdechów. Serce biło mi jak szalone. Cały się trząsłem i czułem kropelki potu na czole. Boże, gdzie ja jestem?! - myślałem, rozglądając się nerwowo. Jestem w celi, w zamku, razem z oddziałem. To był tylko koszmar. Nazywam się… Eren Jaeger. I obiecuję ci, mamo… że zabiję wszystkich tytanów. - uspokoiłem się powoli. Wiedziałem, że te koszmary się tak szybko nie skończą. Póki tytani chodzili po tej ziemi, moja matka nigdy nie zazna spokoju, a ja wraz z nią. Obiecałem… obiecałem jej, że zabiję… - poczułem, jak łzy spływają po moich policzkach. Łzy bólu, strachu i nienawiści. Pomszczę. Pomszczę moją matkę i mój dom...



*****

Ohayo Minna! ^^


Dzisiejszy rozdział trochę smutny i... krótki. Z okazji zbliżających się Walentynek zaczęłam pisać specjalny one-shot. Odbiega trochę od głównego opowiadania, ale to wciąż Levi i Eren (a miałam się uczyć...) ^^


Joleen :*

poniedziałek, 10 lutego 2014

♥ Rozdział IV ♥


- Eren, chodź coś zjeść! - zawołała mnie  Petra, która ugotowała kolację. Udało się nam naprawić większe szkody i oprzątnąć kuchnię i jadalnię, bo były to najważniejsze (zdaniem kaprala) pomieszczenia. Wszedłem do pomieszczenia, gdzie wszyscy siedzieli przy jednym, dużym, drewnianym stole. Z obu jego stron były dwie ławy, na których siedział cały oddział Leviego. Kiedy wszedłem, urwali rozmowę i wszyscy przenieśli wzrok na mnie. Poczułem się skrępowany.
- Dobra robota, Eren - powiedział do mnie Gunther. - Siadaj - poklepał miejsce obok siebie. Spojrzałem przez okno. Zobaczyłem rozciągające się ciemne niebo, a pod nim jeszcze ciemniejsze korony ogromnych drzew. W pokoju było trochę jaśniej, za sprawą światła od świec lub pochodni, umieszczonych na ścianach.
Niestety, gdy już przestałem się rozglądać, nie wiedziałem, o czym rozmawiają mężczyźni. Usłyszałem jedynie jakiś wątek o tytanach. Mój wzrok skierowałem na kaprala, który spokojnie popijał herbatę z białej filiżanki. Patrzyłem na niego dokładnie. Obserwowałem każdy jego ruch, każdy oddech… I właśnie w tamtej chwili jego oczy spotkały się z moimi. Siedziałem jakiś metr od niego, ale kobaltowe tęczówki z łatwością oczarowały mnie swoim blaskiem. Jak można mieć tak niesamowity kolor oczu? - rozmyślałem, będąc jakby zahipnotyzowanym. Ciekawe czy wciąż chce mnie ukarać… - po krótkiej chwili, Rivaille zmrużył lekko oczy. Oj, tak. Jestem tego pewien - dodałem w głowie.
- Już gotowe! - zawołała Petra, niosąc zielony garnek do stołu.


***

- To było wyśmienite! Petra, jesteś wspaniała! Będziesz idealną żoną! - chwalił Erd.
- D-Dziękuję - zarumieniła się lekko i odgarnęła kosmyk złotych włosów za ucho.
- Tak! Moją żoną! - zaśmiał się Auruo, a kobieta się skrzywiła.
- Nigdy w życiu - warknęła i poszła do kuchni. Gunther i Erd pomogli jej zebrać naczynia i odnieśli je do kuchni.
- Jaeger, ty dziś zmywasz - rozkazał kapral. - Reszta może odejść - dodał. Wszyscy się rozeszli, oprócz mnie i Leviego. Kiedy odstawił filiżankę herbaty, znów spojrzał mi w oczy. Nagle poczułem szybsze bicie mojego serca. - Jak skończysz to przyjdź do mnie. Wskażę ci, gdzie będziesz spał - powiedział zimno.
- Tak jest - rzekłem i wróciłem do kuchni. Zastałem tam Petrę. - Petra-san?
- Eren. Coś się stało? - zapytała z uśmiechem.
- Mógłbym ci pomóc? Może ja dokończę sprzątanie, a ty usiądź i odpocznij - zaproponowałem. Kobieta spojrzała na mnie zdziwiona.
- Serio?! Dziękuję! Jestem już taka zmęczona... - potarła swoje czoło. Podciągnąłem rękawy i zacząłem dokańczać zmywanie. Petra stanęła przy szafce i wyjęła z niej dwie filiżanki. - Jak skończysz, to daj znać - rzekła, nalewając sobie herbaty z czajniczka. - W międzyczasie, może mógłbyś mi wyjaśnić o co się pokłóciłeś z kapralem Levim? - zagaiła.
- Nie wiem, czy to była kłótnia... Po prostu czeka mnie surowa kara od kaprala - westchnąłem.
- Ale za co? - zdziwiła się.
- Chyba słyszała pani o tym ognisku? Na zabawie znajdował się skradziony alkohol, a młodzi zachowywali się nieco za głośno... Tak jakoś wyszło, że kapral się o tym dowiedział i mnie przyłapał - wyjaśniłem.
- Co wtedy zrobiłeś?
- Skłamałem… i kapral mnie przejrzał. Potem się wkurzył.
- Uuua! To nie dobrze. Kapral bardzo nie lubi kłamstw. Wyczuwa je na kilometr… Wiem coś o tym - zachichotała. Wytarłem kubek i odłożyłem go do szafki. - Zdradzę ci sekret. Kapral, zanim wstąpił do Oddziału Zwiadowców był podziemnym złodziejem i może dlatego wie nieco więcej o tych sprawach - upiła kolejny łyk herbaty.
- Co?! Niemożliwe! Ale dlaczego..?! - odparłem zszokowany.
- Cicho! Ciszej, Eren! - syknęła na mnie. - Nie znam szczegółów ale podobno dowódca Erwin namówił go do wstąpienia do zwiadowców. To wielka tajemnica - dodała ciszej.
- Wow... Nigdy bym nie pomyślał, że taka osoba jak kapral...
- Ludzie się zmieniają - spojrzałem na jej spokojną twarz.
- Petra-san. Mógłbym cię o coś spytać? - przerwałem chwilę niezręcznej ciszy. - Dlaczego postanowiłaś wstąpić do Oddziału Zwiadowców?
- Wiesz... nigdy nie czułam się dobrze jako kura domowa. Gdy byłam młodsza, dużo czasu spędzałam z moimi przyjaciółmi - chłopcami. Stali się wielkimi fanami Oddziału Zwiadowców i… to przeszło również na mnie. Stałam się jeszcze bardziej pewna, gdy poznałam kaprala Rivaille - zobaczyłem lekki rumieniec na jej policzkach. Czyżby…? - Moje marzenie się spełniło. Zostałam przyjęta do wojska. Byłam nawet lepsza od moich przyjaciół! Co było naprawdę niewiarygodne. Młoda dziewczyna pokonała takich „dojrzałych” chłopaków... Potem odnalazł mnie kapral. Powiedział, że musi mieć mnie w swoim oddziale... - uśmiechnęła się szerzej. - To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Moich przyjaciół zresztą też.
- Przyjaciół? - dociekałem.
- Gunther, Erd i Auruo - odparła z uśmiechem.
- Niesamowite... - szepnąłem.
- Też tak wtedy myślałam. Choć było nam trudno, baliśmy się okropnie i wiele razem przeszliśmy… Nie odpuściliśmy i do teraz jesteśmy drużyną. A ty razem z nami - dotknęła mojej dłoni. -Wiesz, może i kapral jest czasem zimny i nieczuły ale w moich oczach zawsze będzie mi przypominał ważne chwile w moim życiu. Pokazał mi moją silną i odważną stronę, choć ja zawsze uważałam, że jestem słaba i tchórzliwa. Od tamtej pory, zabijam tytany, wierzę w siebie i ludzkość... Wiem, iż moje miejsce jest tutaj - wyznała.
- Petra-san jesteś wspaniała... - powiedziałem z westchnieniem.
- Co z wami dzisiaj? Same komplementy! Nie poznaję swojej drużyny! Oprócz tego idioty, Auruo... - roześmialiśmy się. - Dziękuję, Eren. Czasami dobrze jest móc się wygadać... Ale jest już późno. Lepiej idź zapytaj Rivaille, gdzie śpisz, bo szczerze powiedziawszy, sama nie mam pojęcia - poradziła mi.
- Dobrze - wstałem niechętnie i podszedłem do drzwi. - Dobranoc - rzekłem cicho.
- Dobranoc, Eren.



*****

Konbanwa! ^^


Ten rozdział chciał poświęcić dla mojej jednej z ulubionych postaci - Petrze Rall. Jednym z powodów dlaczego zaczęłam pisać przed tą okropną katastrofą (wiecie, kiedy cały oddział Leviego ginie L), była Petra. Ona jest taka śliczna i dobra… Nie mogłabym opisać smutku i mega zdziwienia, kiedy zobaczyłam jej śmierć. Jeszcze nie byłam na to gotowa (Levi i Eren też nie). Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tym rozdziałem :)




Dużo wypoczynku~!


Joleen :*

♥ Rozdział III ♥


Eren… Eren…Eren! - Znowu to wołanie... Widzę czerń i wodę… Chodzę po wodzie, a niebo i przestrzeń dookoła mnie jest ciemna jak w piekle. Gdzie ja jestem?
Eren… - znów ten głos…
Eren… - skądś go znam…
Eren… - jest tak blisko…
Eren!! - słyszę za sobą. Szybko odwracam głowę, aby zobaczyć jej twarz...

***

Otworzyłem oczy i nabrałem powietrza do płuc. Było mi niedobrze. Bolało mnie gardło i głowa. Na początku myślałem, że zwymiotuję, lecz po chwili usiadłem prosto, wziąłem kilka głębszych wdechów i samo przeszło. Wtedy przypomniał mi się mój sen. Nie zdążyłem zobaczyć jej twarzy… - pomyślałem. Spałem w namiocie z kilkoma innymi żołnierzami. Nie było za wiele wolnych pokoi w miasteczku, więc rozbiliśmy obóz. Za to w dostępnych kwaterach zatrzymali się dowódcy.
Otarłem twarz od potu. Nie byłem pewien, czy to z powodu letniego ciepła czy z powodu snu. Postanowiłem wyjść z namiotu i poszukać wody. Jasne promienie słońca powitały moje zmęczone oczy. Syknąłem i zasłoniłem je dłonią. Spojrzałem na namioty innych żołnierzy i obozowisko. Nikogo nie było. Wyruszyłem w poszukiwaniu pobliskiej rzeki. Kilkanaście metrów dalej znalazłem małe bajoro porośnięte trzciną i wysokimi trawami. Woda w blasku słońca wydawała się być pokryta kryształami. Uklęknąłem i zamoczyłem w niej dłonie, po czym obyłem twarz. Chłodne krople na mojej skórze były jak istne niebiosa. Westchnąłem i spojrzałem w niebo. Od dawna nie widziałem tych skrawków błękitu i białych chmur. Mój zachwyt i odpoczynek przerwał nagły ból głowy. Pieprzony kac… - pomyślałem i rozmasowałem bolącą skroń. Jeszcze raz opłukałem twarz i udałem się do obozu. Gdy tam dotarłem, już prawie wszyscy byli ubrani i gotowi do drogi. Armin i Reiner podeszli do mnie pewnym krokiem.
- Hej chłopaki! - przywitałem się.
- Eren! Słyszeliśmy co się stało! Gdzieś ty się tam wczoraj zgubił?! Teraz kapral ma cię na haku! - mówił zdenerwowany blondyn. Jak tak do mnie wołał, zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze - znowu rozbolała mnie głowa, po drugie - brzmiał jak dziewczyna. Uśmiechnąłem się zadziornie.
- Wszystko będzie ok. Nie martw się. To moja wina, więc biorę wszystko na siebie. Nie mógłbym was wszystkich wsypać, co nie? - Armin patrzył na mnie zdenerwowany, a Reiner miał podniesioną jedną brew i się uśmiechał.
- Jaeger! - usłyszałem, że ktoś mnie woła.
- Muszę iść. Do zobaczenia później! - posłałem im uśmiech na pożegnanie i pobiegłem w stronę głosu. Prawie się wywróciłem, jak zobaczyłem kaprala Rivaille.
- Rivaille heichou... Ohayo... - ciemnowłosy spojrzał na mnie z irytacją.
- Gdzie byłeś? Czemu jesteś jeszcze nie gotowy? - zapytał ostro.
- Byłem się przejść... - mruknąłem, nie patrząc mu w twarz.
- Znowu? Mało ci jeszcze? - warknął, marszcząc brwi.
- Przepraszam, sir. Za chwilę będę gotowy - powiedziałem i poszedłem ubrać mundur. Po chwili zobaczyłem, że kapral cały czas mnie obserwował.
- Pospiesz się - syknął.
- Tak jest... - spakowałem szybko namiot i dogoniłem idącego mężczyznę. Poszliśmy do miejsca, gdzie znajdowały się nasze konie. Była tam już cała reszta oddziału Leviego.
-Witaj Eren! - pomachała do mnie przyjaźnie, piękna kobieta o blond włosach i złotych oczach. Uśmiechnąłem się do niej lekko. Zawsze taka miła i dobra Petra Rall... Rivaille wsiadł na swojego czarnego wierzchowca. Reszta uczyniła to samo.
-Ruszamy - wydał rozkaz. Przez kilka minut jechaliśmy w ciszy.
- Słyszałem, że wczoraj odbyła się tu jakaś potajemna impreza... - zaczął mówić Erd.
- No i nikt nas nie zaprosił! - dokończył Gunther. - Wiesz coś o tym Eren?
- Emm… no ja... - bąknąłem a po tym mężczyźni roześmiali się. Auruo patrzył na mnie podejrzliwie (próbował naśladować kaprala), a Petra uśmiechała się przepięknie.
- Ale na następną to się chyba nie załapiemy! - powiedział brunet.
- Hmm? - zdziwiłem się. Mężczyzna zbliżył się do mnie i nachylił do mojego ucha.
- Kapral już tego dopilnuje... - szepnął mi do ucha.
-A-Acha... - jęknąłem cicho i spojrzałem na jadącego z przodu ciemnowłosego. Przypomniało mi się wczorajsze zajście. To jaki był wkurzony i jak mówił, że pomyśli nad karą… Znowu przeszły mnie dreszcze. Postanowiłem wrócić myślami do mojego snu. Do tego głosu, który mnie wołał... Przecież znałem go bardzo dobrze… Kim ona jest? Wiem, że to było kobieta. Może Mikasa? Nie, jeszcze tego by brakowało żeby mi się śniła po nocach... - wzdrygnąłem się. Spojrzałem w niebo. Kaasan…


***

Dojechaliśmy do kwatery zwiadowców otoczonej lasem. Wyglądał nieco staro i niedbale, ale jego wielkość była niesamowicie imponująca. Podjechaliśmy pod samo wejście. Od razu rzuciło mi się w oczy, że część zamku jest zniszczona i wymaga wielu napraw. Poza tym, mury i okna były pokryte pewną zieloną substancją lub mchem. Aż strach było pomyśleć, co zastaniemy w środku...
-Tsk... - syknął kapral pod nosem.
- Trzeba będzie naprawić tamto lewe skrzydło... - powiedział Gunther.
- No i trochę tu sprzątnąć - dodał Erd.
- Dziś skupimy się na naprawie zamku. Może damy radę dziś jeszcze coś posprzątać. Od jutra zajmiemy się całkowitym sprzątaniem - zadecydował Levi z ponurą miną.
-Tak jest! - zawołali żołnierze.



*****

Hi Everyone! ;D


Dzisiejszy rozdział jest trochę krótki, ale wszystko zależy od tego, jak to rozplanowałam. Już biorę się za rozdział 4, więc bez obaw myślę, że jeszcze dziś go opublikuję ;P Wczoraj pisałam rozdział 2 i 3 aż do 2 w nocy! xd (dlatego, że oglądałam SnK do 23). Muszę się także wziąć w garść i zacząć czytać chemię, biologię oraz moją ukochaną (sarkazm) historię. Życzcie mi szczęścia! ;)

Miłego dnia~! 


Joleen :*

niedziela, 9 lutego 2014

♥ Rozdział II ♥


- Jean! Kto cię tu kurna zapraszał?! - warknąłem wściekły. Armin, Mikasa i żołnierze z naszego rocznika urządzili małą zabawę przy ognisku. Z tego, co wiedziałem, przyniesiony alkohol był chyba skradziony dowódcom, ale nikt się tym zbytnio nie przejmował. Christa i Ymir grały na gitarach, a reszta upijała się mocnym trunkiem, śpiewała i tańczyła. Było naprawdę miło, ale jak zwykle Jean musiał odstawiać jakąś szopkę. Jak on mnie wkurza…
- Armin wspominał coś, że przychodzą wszyscy młodzi kadeci, którzy żyją i chcą oblać udaną misję, więc pomyślałem, że wpadnę się napić - odparł, popijając napój z kufla. - A tak w ogóle, widziałeś Mikasę?
- Następnym razem ja zajmę się zaproszeniami... - mruknąłem, ignorując go.
- Jaeger! Słyszysz, co się do ciebie mówi?! - wkurzył się i szarpnął mnie za ramię. Wyrwałem się i popchnąłem go. Chłopak wpadł na krzak i rozlał alkohol na swoje ubranie. Ten widok wywołał mój niekontrolowany, złośliwy uśmieszek. - Już nie żyjesz - wysyczał. Gdy już miał się na mnie rzucić z pięściami, znikąd pojawił się Armin.
- Chłopaki!! Uspokójcie się! - zawołał i stanął pomiędzy nas. - Dzisiaj żadnych kłótni! A poza tym, Jean lepiej już odstaw browca - zlustrował Kirstein’a wzrokiem.
- No dobra, kumam... - odpuścił chłopak i odszedł w stronę ogniska. Wymieniliśmy spojrzenia z blondynem.
- Miałem nadzieję, że już pójdzie... - westchnął.
- Pytał o Mikasę... Może jej szuka? Ale po co? - patrzyłem, jak przechodził między ludźmi. Nagle Armin się spiął. - Co jest? Nie wiem o czymś? - chłopak pokręcił przecząco głową. Obserwowaliśmy dalej bawiących się ludzi. Nagle zaschło mi w gardle. - Muszę się napić… Chcesz coś, Armin? - zaproponowałem.
- Nie, dzięki. Pójdę poszukać Mikasę - powiedział i odszedł w tłum. Zwróciłem się w stronę beczki z piwem, przy której stał wysoki, przypakowany blondyn.
- Cześć Reiner - przywitałem się.
- Hej, Eren. Co słychać? - gdy sięgnąłem po kufel, chłopak wyręczył mnie i nalał nam obu trunku do pełna. - Trzymaj.
- Dzięki.
- Zdrowie, za dzielnych żołnierzy! - wzniósł toast.
- Zdrowie - stuknęliśmy się kuflami i zaczęliśmy pić. Wypiłem trzy piwa a Reiner sześć. - Wow, nieźle - pochwaliłem, już nieco wstawiony.
- He he... Już wymiękasz? - zaśmiał się.
- Już późno i trzeba zacząć sprzątać ten bajzel... - wymigałem się.
- Racja - kiwnął. Oparłem się o drzewo i dopiłem resztkę alkoholu, jaka została mi w kuflu. Ciepło żarzącego ogniska, śmiech przyjaciół, muzyka... Czego więcej brak? - pomyślałem, ciesząc się chwilą.
- UWAGA! Generał Erwin i Kapral się zbliżają!! - usłyszeliśmy wołanie Conniego. Wszyscy szybko zaczęli gasić ognisko i zabierać rzeczy po zabawie. Odstawiłem kufel na ścięty pień za mną. Gdy się odwróciłem, było okropnie ciemno, a ludzie jakby wyparowali. Zostałem sam. Co teraz?! W którą stronę mam pójść?! Gdzie są wszyscy?! - spanikowałem. Polana obok lasu, w której robiliśmy ognisko stała się strasznie cicha. W oddali dostrzegłem światło od pochodni. To oni! Wrócili po mnie! - ucieszyłem się, ale moja nadzieja jak szybko się pojawiła, tak samo szybko zniknęła. Pospiesznie ukryłem się za dużym drzewem, a serce podeszło mi do gardła. O nie…
- … jakieś głosy i śmiechy - usłyszałem Erwina. Wiedziałem, że dowódca miał towarzystwo. Oby to nie był kapral… - modliłem się w duchu.
- No i co, Erwin? Nikogo tu nie ma - rzekł niski, znajomy głos.
- Mówię ci, Levi, coś się tu działo. Widziałem światło... - Tak, to na sto procent Erwin i Rivaille... Zasłoniłem dłonią usta, aby nie wydać jakiegokolwiek dźwięku. Czułem zimny pot, spływający po moich plecach. Tak bardzo się bałem...
- Może to tylko dzieciaki… - rzekł blondyn, który chciał się już wycofywać.
- Może... Wracajmy - oznajmił kapral. Powoli moje ciało się rozluźniało. Och! Dzięki ci Panie! - zawołałem w myślach. - Czekaj, Erwin - Rivaille nagle przystanął. - Czujesz to? - po chwili usłyszałem kroki. Kątem oka zauważyłem, że Levi kucnął przy stercie drewna i je dotknął. - Jeszcze ciepłe... Pieprzone dzieciaki urządziły sobie ognisko! - warknął zirytowany, na co cicho przełknąłem ślinę.
- Co zrobimy? - zapytał drugi i skrzyżował ręce na piersi.
- Już ja się nimi zajmę… - syknął złowieszczo ciemnowłosy.
- No weź przestań, Levi. Przecież nic się takiego nie stało...
- Słucham?! - fuknął niższy.
- Mówię, żebyś im trochę odpuścił. Pewnie się cieszyli udaną misją i może ostatnimi wspólnymi chwilami.
- Erwin, dyscyplina musi być! - wypowiedział swoje motto Rivaille.
- Ach… jak chcesz - westchnął mężczyzna. Nie wiem czemu, ale wręcz gotowałem się ze śmiechu. ,,Dyscyplina musi być”, a Twoje drugie motto to: ,,Myj rączki po każdej czynności. I to bardzo dokładnie!”. Bycie pijanym w tamtej sytuacji nie pomagało. I właśnie wtedy usłyszałem dźwięk łamanego pod moją nogą drewna... NIE!! Oby tego nie słyszeli!
- Słyszałeś? - zapytał Erwin.
- Czuję tutaj jakiegoś szczura... - powiedział z zacięciem Rivaille. Kurna! Co teraz?! Mam dwa wyjścia. Albo ucieknę albo będę się tu ukrywał aż mnie wywęszą… - zagryzłem dolną wargę. Chyba, że… będę grał na zwłokę - olśniło mnie. Co mam do stracenia? I tak by mnie złapali… - wziąłem głęboki wdech i wyszedłem zza drzewa. Ujrzałem dwóch mężczyzn. Dowódca Erwin- blondyn o niebieskich oczach, spoglądał na mnie ze zdziwieniem, a kapral Rivaille był w pozycji do nagłego ataku, trzymając dłonie na rękojeściach swoich mieczy. Gdy mnie zobaczył, skrzywił się i wyprostował.
- Co tu robisz Eren? - zapytał wyższy.
- D-Dobry wieczór... No, bo... ja chciałem się przejść, a im dalej w las tym gorzej no i... - gadałem jakieś brednie. W mojej głowie brzmiało to lepiej… - nie mogłem spojrzeć na kaprala.
- No i? - dociekał ciemnowłosy. Czułem jego pilny wzrok na sobie.
- … zgubiłem się - czułem się zażenowany i było mi wstyd za to kłamstwo, ale mogli uznać to za prawdę. Głupi, nieostrożny i niedojrzały pół-człowiek... To była moja jedyna szansa. Błagam uwierzcie mi w to kłamstwo… - spojrzałem błagalnie na dowódcę Erwina. W jego oczach widziałem zrozumienie i przyjaźń, nie to co u kaprala...
- Każdy… - zaczął wyższy.
- Łżesz jak pies - przejrzał mnie niebieskooki. Erwin spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem, a ja myślałem, że zapadnę się pod ziemię. - Od razu coś mi tu nie pasowało, a ta twoja bajeczka… - prychnął - Godna pożałowania. Nawet nie mogłeś porządnie skłamać! Ciągle patrzyłeś na boki albo w ziemię! Od razu dało się wyczytać, że kłamiesz! - z jednej strony było mi wstyd, ale z drugiej nauczyłem się czegoś przydatnego... - Teraz najważniejsze - kto tu był i co tutaj się działo przed paroma minutami? - zapytał ostatecznie. Nie odpowiedziałem i spuściłem lekko głowę. Powiedzieć mu? Mam wsypać kumpli? Nie mogę tego zrobić! Kto wie, co wymyśli ten facet? - Odpowiadaj gnojku! - warknął na mnie wkurzony.
- Levi, uspokój się - odezwał się jasnowłosy.
- Nie jestem tobą, Erwin! Nie będę tolerował takich zachowań! - zwrócił się do niego. - Daję ci okazję do zrehabilitowania się. Kto jeszcze tu był? Odpowiadaj! - rzekł do mnie.
- Tylko ja, sir - odpowiedziałem cicho.
- Tsk! Uparty bachor... Jak chcesz. W takim razie pomyślę nad surową karą dla ciebie - odparł Rivaille i odwrócił się na pięcie. Aż mnie ciarki przeszły na myśl o tej „surowej karze”.
- Wracajmy. Chodź Eren - zwrócił się do mnie Erwin. Czułem wstyd i sfrustrowanie. Przez całą drogę z powrotem nie odezwałem się słówkiem, pogrążony w zamyślaniu. Czy nie lepiej było siedzieć cicho i poczekać aż odejdą? Ale jak bym wrócił? - zerknąłem na Leviego. Czy to, co mówił po południu… naprawdę miało miejsce? Może to był jednak tylko sen?



*****

Ohayo!~


Kolejna notka ode mnie :) Dzisiaj po kolejny obejrzałam całe Shingeki no Kyojin z moją siostrą! Boże, jak ja uwielbiam Leviego… <3 (niestety moja siostra nie podziela zafascynowania kapralem… chyba jest tytanem xd). Zauważyłam kilka nowych faktów, które mi pomogą przy dalszym pisaniu, z czego bardzo się cieszę. I teraz moja opinia na temat relacji Eren x Levi - ich naprawdę coś łączy :D Wiedziałam już o tym od dawna, ale... teraz jakoś znowu obejrzałam to anime i potwierdzam. Oni są tacy sweet! >.<
Mikasa też jest super! :) Podziwiam jej „miłość” do Erena. Potrafiła poświęcić dla niego wszystko… Ale to Levi zawsze go ratował ;)
Ciekawą relację mają też Marco i Jean albo Jean i… Armin. Lub jeszcze inaczej (hetero) Jean i Mikasa. Ja tak szczerze to wolę tą ostatnią ^^  W moim opowiadaniu będę chciała kontynuować ten związek. „A tak w ogóle to widziałeś Mikasę?” He he ^^ tak, tak. Możecie się czegoś spodziewać (mały spoiler) ;D

Do bloga: Jeżeli ktoś był tu przed rozdziałem 1, to może zauważył pewne zmiany na blogu ^^ Tak, chciałam się postarać i podrasowałam trochę blog. Mam nadzieję, że teraz będzie wygodniejszy + poprawiłam błędy, tak na przyszłość.
Póki mam ferie to będę dodawać tak co 1 lub 2 dni, ale muszę się dużo uczyć, więc potem zobaczymy co to będzie. Myślę, że będę dodawać post co piątek lub co weekend.

Coś ode mnie: Proszę, jeżeli ktoś przeczytał choć te 2 rozdziały… Napisz co myślisz! Kiedy sobie tak siedziałam, przeszła mi przez głowę myśl - głupia, po co chcesz dodawać jakieś posty? Nikt tego czytać nie będzie! Nawet nie będą tu wchodzić! Oni chcą jakieś Hard Yaoi, a nie…! - więc naprawdę jeżeli chcielibyście mnie wesprzeć to byłoby naprawdę miło.
A co do tego Hard Yaoi… Powiem tak, jestem za tym żeby bohaterowie się w sobie zakochali, a potem do czegoś doszło (i to często *///.///*) , więc musicie uzbroić się w cierpliwość, bo zaręczam będzie warto ^^

Ale się rozpisałam xd. Jeżeli przeczytaliście to do końca… Arigatou!! Jak to mówi Mamoru - Sank You! Ale jeśli pominęliście, to i tak fajnie, że zajrzeliście :)


Joleen :*

piątek, 7 lutego 2014

♥ Rozdział I ♥


- Eren...Eren...Eren! - słyszałem w głowie głos. Kaasan?
- EREN! - zawołał ktoś, tym razem znacznie głośniej. Otworzyłem oczy. Nade mną stała młoda, czarnowłosa dziewczyna. Na jej twarzy malował się strach, niepewność i troska.
- Mi... Mikasa? Co się stało? - zapytałem zdezorientowany.
- Mówiłeś przez sen i... myślałam, że to koszmary się męczą więc postanowiłam cię obudzić. Wszystko w porządku?
- Nie... nigdy nie było w porządku... - wyszeptałem, a ciemnowłosa spojrzała na mnie smutno. Potarłem wierzchem dłoni wilgotne od potu czoło. Rzeczywiście, koszmar... Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Leżałem na łóżku w jakimś obcym pokoju. Oprócz łóżka i biurka z dostawionym do niego krzesłem, nic szczególnego tam nie było. - Gdzie ja jestem?
- Jesteś w pokoju szpitalnym. Nie pamiętasz? Po walce z tytanami i po tym, jak się przemieniłeś... zasłabłeś. Ledwo cię odratowaliśmy... - No tak, teraz pamiętam. Ogarnęła mnie czysta furia, ogromna moc i siła, które wycieńczają mnie i moje ciało. Ostatnim razem, jak ratowałem Mikasę i Armina, krew leciała mi z nosa… Ale to nic! Ważne, że pomagam ludzkości zwalczać te potwory!
- Mikasa... - przerwałem jej - Ja... nie zrobiłem nikomu krzywdy, prawda?
-Nie, Eren. Opamiętałeś się... tym razem - odetchnąłem z ulgą. Nie chciałem, by stała się znowu komuś krzywda, tak jak wtedy Mikasie... Wciąż nie mogłem uwierzyć, że chciałem ją zabić.
- Eren... - Mikasa patrzyła na mnie zatroskana i dotknęła czule mojego policzka.
- Przestań się zamartwiać, głupia - szepnąłem.
- Zawsze tam gdzie ty, będę i ja... Pamiętaj.
- Nie jestem dzieckiem! - odwarknąłem.
- Jo, dzieciaki! - usłyszałem męski, niski głos. O framugę opierał się dosyć niski, czarnowłosy mężczyzna w zielonej pelerynie. Jak zwykle na jego twarzy widać było znudzenie i obojętność.
- Rivaille heichou... - zdziwiłem się. Nagle usłyszałem zły syk pochodzący z ust Mikasy. Patrzyła na kaprala swoim gniewnym, przerażającym wzrokiem.Wyglądała tak, jakby chciała oderwać mu głowę zębami.
- Oy, tak mi się odwdzięczasz za ratunek twojego brata? - syknął Levi. Mikasa drgnęła i nieco się rozluźniła, ale w jej oczach wciąż płonął ogień nienawiści. Chyba nigdy mu tego nie wybaczy...
- M-Moment! Rivaille heichou...? Uratowałeś mnie? - wtrąciłem się.
- To nie pierwszy i podejrzewam, ze nie ostatni raz, dzieciaku - prychnął i podszedł o kilka kroków w naszą stronę. Mikasa zacisnęła dłonie w pięści. - Gdybyś tylko umiała zabić wzrokiem, już bym leżał - stwierdził ponuro.
- Och, gdybym to było takie proste... - syknęła, na co Levi westchnął krótko.
- Dobrze się czujesz?
-T-Tak, trochę lepiej. Dziękuję za troskę i... za ratunek - mężczyzna posłał mi beznamiętnie spojrzenie.
- Gdybyś nad sobą nie panował, to inaczej by się skończyło - ta odpowiedź lekko mną drgnęła. Czy on tylko myśli, jakby mnie tu zabić? Pewnie o tym marzy… hah - z moich myśli wyrwała mnie Mikasa, która aż się gotowała. Moment… - spojrzałem na ciemnowłosego, który patrzył na nią z zainteresowaniem w kobaltowych oczach. To o nią chodziło, tak? Chciał ją po prostu bardziej wkurzyć!
- Mikasa? Gdzie jest Armin? - zapytałem, aby zmienić temat, ale ona twardo pożerała wzrokiem kaprala. Och… Co teraz?
- Eren!! - usłyszałem piskliwy głos. Do pokoju wparował chłopak o jasnych włosach i niebieskich jak morze oczach.
- Armin! - uśmiechnąłem się szeroko. Żyją! Mikasa, Armin i nawet Levi! Reszta się nie liczy...
- Mikasa! Przestań zabijać kaprala wzrokiem! - upomniał ją. Dziewczyna zmrużyła oczy i skupiła się na Arminie. Może ja i Mikasa byliśmy bardziej związani, ale nikt inny jak Armin nie mógł nami pokierować. W pewnej chwili zauważyłem, że kapral powoli zaczął się wycofywać z pokoju.
- Etto… Kapralu Rivaille! - zawołałem za nim. Mężczyzna przystanął i spojrzał na mnie chłodno. - D-Dużo osób… poległo? - czułem, jakby w ogóle mnie tam nie było, ale to nie znaczyło, że 
- Sądzę, że około trzydziestu, ale mogę się mylić...
-Rozumiem - posmutniałem i spuściłem wzrok. Zawsze... zawsze ktoś musi umrzeć?
- Eren! - spojrzałem w kobaltowe tęczówki. - Dobrze się spisałeś. Oby tak dalej - poczułem nieznajomy uścisk w sercu. Czy kapral… właśnie mnie pochwalił? Miał tą samą minę bez wyrazu, ale… chyba mówił to na serio.
- Dziękuję, sir! Kapral również…! - zacząłem, lecz zdążył już w tym czasie się ulotnić. Patrzyłem jeszcze kilka sekund w miejsce, w którym stał. Potem spojrzałem porozumiewawczo na Armina i Mikasę. Blondynowi opadła szczęka ze zdumienia, a dziewczyna zmrużyła podejrzliwie swoje oczy. Natomiast do mnie jeszcze to nie docierało...
- Eren... Kapral Levi... pochwalił cię. Czaisz?! - odezwał się zszokowany błękitnooki.
- Sam jeszcze nie wiem, co się właśnie wydarzyło… - rzekłem, przecierając oczy. - Ja chyba jeszcze śpię... Prawda, Armin? - po sekundzie razem wybuchnęliśmy śmiechem.
- Eren! Jesteś po prostu...! - otarł łzy z kącików oczu.
- Ludzie, tak się cieszę, że jesteśmy razem! - powiedziałem szczerze, a Armin złapał mnie i Mikasę za ręce. - Musimy się trzymać razem...
-Tak. Zawsze i wszędzie - zgodził się blondyn. Czarnowłosa kiwnęła twierdząco. Każdy z nas ma swoje słabości i się czegoś boi, lecz zawsze jesteśmy razem i wspieramy się nawzajem. Nikt, nigdy nas nie rozdzieli. Teraz oni są moją najważniejszą rodziną. Armin, który pokazał mi piękno naszego przyszłego życia za murami oraz Mikasa - moja przyrodnia siostra, wiecznie troszcząca się o mnie i Armina.
- Musimy to uczcić! - zawołał chłopak.
- Pochwałę kaprala? - zdziwiłem się.
- No... to też, ale bardziej fakt, że jesteśmy tu razem! - wyjaśnił.
- Masz rację - zgodziłem się. - Kiedy jesteście ze mną niczego mi nie trzeba!
- Mi też - odezwała się nieśmiało Mikasa.
- No to chodźmy! - postanowił mój najlepszy przyjaciel, wyprowadzając nas z pokoju.



*****

Witajcie!

Pierwszy rozdział już przepisany. Ufff! Moje biedne palce i nadgarstki xD
Kilka informacji na temat tego rozdziału i przyszłych. Moja opowieść toczy się w czasie po wyroku sądu i przed przyjazdem Kaprala Leviego i oddziału do zamku, więc najlepsze przed nami! :) Wiem, że nie było takiej sceny w anime, ale chciałam wprowadzić Was w taką fajną atmosferę ^^

Mam nadzieję, że Wam się podobało i jakby co to możecie mi coś napisać w komentarzu :)

Pozdrawiam Was i życzę miłych ferii!

Joleen :*